sobota, 5 października 2013

Adele Diana Gomez - coraz częściej dostrzegam, że tam gdzie jestem, harmonia się kończy a zaczyna chaos.

Brunch dla par. Nie mam pary, a jednak, moja koleżanka, Eleanor, zaprosiła mnie na to spotkanie. Powiedziała, że chce mi kogoś przedstawić. Może to naiwne, ale chciałam się dowiedzieć kim jest ten ktoś. Pewnie mężczyzną, zaiste, że chce mnie wyswatać, pytanie miałam jedno - czym zabłysnął w jej oczach, że uznała, że się nada dla mnie? Byłam w kłębkach nerwach. Nienawidziłam randek w ciemno. Kolejna randka, z osobą, której nie znałam, miałam trochę pesymistyczne poczucie, że to znów nie wypali. Muszę zacząć się zastanawiać szczerze nad samą sobą.
Eleanor jest studentką w Manchesterze, poznałyśmy się zwyczajnie, na imprezie. Ona tańczyła z jakimś Louisem, a ja siedziałam przy barze, wystawiona do wiatru. Pamiętam dobrze, że miałam po raz pierwszy czerwoną sukienkę mojej matki, pożyczyła mi ją na "szczęście", już nigdy nie pożyczałam od niej ciuchów. Szatynka była naprawdę miła, trochę natarczywa, ale sympatyczna. Dokładnie pamiętam jej ogromną chęć, abym zatańczyła, z którymś kolegów Louisa, podziękowałam i odmówiłam. Wymieniłyśmy się numerami telefonów i kilka razy się spotkałyśmy, nawet raz zaproponowałam, aby opowiedziała mi swoją i Louisa historię miłości - odmówiła, więc nie naprzykrzałam się. Miałam jej dzisiaj to znowu zaproponować, aby opowiedziała mi ich miłość, mimo, że znałam jej odpowiedź.
Myśląc o tej całej imprezie, na której poznałam Eleanor i jej chłopaka, przypomniałam sobie jeszcze kogoś. Mimo, że ostatnim razem jak go widziałam, miał ogoloną głowę, twarz tą samą, Liam, to ten chłopak z parku. Czy to dziwne, że chciałam go zobaczyć tam? 
Przypomniałam sobie o zespole, w którym gra chłopak Eleanor, Louis i jego koledzy, domyśliłam się, że pewnie i Liam należy do niego. Nie podążam za mogą, szczególnie muzyczną, dlatego niezbyt przypominałam sobie o tym. Nawet kiedy widzę na gazecie ich twarze jakoś szczególnie nie reaguję, są kolejnymi gwiazdkami, prędzej czy później odbije im. A w między czasie, nie chcę zbytnio się pchać w ich życie. Eleanor, ona wydaje się być godna zaufania, dlatego zgodziłam się na tą randkę w ciemno. Domyślałam się, że nie będzie to randka, z którymś chłopaków One Direction, od samego początku naszej znajomości, powiedziałam jej, że nie mnie w głowie takie "miłości". Naprawdę, wolę cichą miłość, a nie żebym była nienawidzona przez miliony rozżalonych i zazdrosnych fanek.
Zapukałam w drzwi jej domu. Ubrana w jeansy, z butelką wina, czekałam na ganku białego domu. Nie musiałam długo czekać, a przywitała mnie uściskiem Eleanor ubrana w odświętny strój. Czułam sie nie na miejscu.
-Ładnie wyglądasz.-powiedziała z uśmiechem.
Uśmiechnęłam się nerwowo.
-Ty też. - Powiedziałam szybko.-Nie wiedziałam, że mam się ubrać w odświętny strój.
-Nic się nie stało. - Zaśmiała się.
-To dla was. - Wręczyłam butelkę wina w jej dłonie.
Podziękowała.
Nawet nie weszłyśmy do domu, a do El podbiegł Louis, ucałował ją w polik i szepnął jej coś na ucho, musiało być to coś zabawnego, bo się zaśmiała.
-Witaj, Adele. - Przywitał mnie uciskiem.
Poczułam się dość dziwnie, zwracając uwagę, że tak naprawdę nie znałam go. Trochę znałam El, ale nie Louisa, go widziałam tylko dwa razy, a słowa jakie wymieniliśmy ze sobą, mogłabym je policzyć na placach na dwóch dłoniach.
Weszliśmy do środka ich domu. Wiedziałam, że nie są biedni, aczkolwiek nie spodziewałam się tak umeblowanego mieszkania. Na zewnątrz dom wygląda jak każdy inny, ale w środku, od razu widać, że są wyżej niż z klasy średniej. Czułam się jak w domu mojej matki, jak w moim rodzinnym domu; wszystko najnowsze, najlepsze i przede wszystkim pomieszczenia były przestrzenne. Nie byłam pewna, czy to dobrze, że dostrzegłam to podobieństwo.
Louis poszedł w głąb domu, a El przedstawiła mnie innym parom: Katie i Johny'mu, Emmie i Ianowi oraz Liamowi, który był z Sophie. Mimo, że widziałam po minie Liama, że pamięta mnie, nie przyznaliśmy się do znajomości. Poczułam jakbyśmy przed chwilą podpisali mentalną umowę, mówiącą o tym, żebyśmy się nie przyznawali do siebie, żeby nikt nie dowiedział się niczego. Po prostu ograniczyłam się do podania dłoni mu, tak jak pozostałym.
A więc ma dziewczynę.. To o niej mówił wtedy? 
Mimo, że Eleanor niewiele się odzywała przy Sophie i Liamie, mogłam wyczuć dość chłodne stosunki. Domyśliłam się, że chodzi o jego dziewczynę, Sophie. Ta blondynka dziwnie się zachowywała, wydawało mi się, że nosi głowę wyżej niż dupę, że uważa się za kogoś lepszego od innych, a to tylko dlatego, że jest z Liamem.
Podeszłam z El do jakiegoś szatyna o ciemnych oczach. Był przystojny, to prawda, ale od razu wydał mi się mężczyzną, który chce zobowiązania na dłużej, nie byłam pewna czy to dobra sprawa. Może to głupie, ale naprawdę nie byłam pewna czy chciałabym już się zobowiązać na dłużej.
-David. - Przedstawił się i posłał mi szeroki uśmiech.
-Adele. - Odwzajemniłam uśmiech.
Wydawał się miły. Patrzyliśmy sobie w oczy, nic nie mówiąc. Eleanor dopiero po 2 minutach zrozumiała, że nie chcemy przy niej siebie poznawać. To było zabawne w pewien sposób. Kiedy tylko odeszła do Louisa, podeszłam do niego bliżej, tak, aby dwa kroki nas dzieliły.
-To, czym się zajmujesz? - Spytałam prosto z mostu.
-Prowadzę rodzinny interes, jestem mechanikiem, pracuję we własnym salonie naprawiającym, który naprawia czterokołowe i dwukołowe pojazdy. - Nie był zaskoczony moim pytaniem.
-Czyli rowery też naprawiasz? - Zaśmiałam się, a on do mnie dołączył.
-Tak. - Przytaknął i uśmiechnął się nieśmiało.
-Ale przecież każdy może naprawić sobie rower.-Powiedziałam.
-Może, ale nie każdy potrafi.-Odparł.-A czym ty się zajmujesz? Eleanor mówiła, że chcesz napisać książkę.
-Tak, chcę, już ją zaczęłam. Ogólnie pracuję do gazety, piszę felietony.
-Czy mam się spodziewać siebie w jakiejś twojej wypowiedzi?-Uśmiechnął się uwodzicielsko.
-Może.-Zaśmiałam się zagryzając dolną wargę.
Pewnie uznacie, że ten flirt był jak u nastolatków, taki dziecinny. Zamiast przejść do rzeczy, flirtowaliśmy ze sobą. Jestem jedną z osób, które są zdania, że przejście do samego sedna od razu nie jest dobre, wolę flirt, jakiś ale żeby był.
Uśmiechaliśmy się do siebie w niemowie, kiedy usłyszeliśmy krzyki dochodzące z kuchni. Poszliśmy tam czym prędzej. Widowisko było, każda zaproszona osoba tam była.
-To nie ja popsułam związek Liama i Danielle! To ty! To ty wpierdoliłaś się Liamowi do łóżka, a to, że nie mogli być razem z Danielle, ułatwiło ci sprawę!-Eleanor była wściekła, a ja chciałam stamtąd uciec. 
Czułam się jakbym weszła pod młot a kowadło. Nie chciałam tu być. Żałowałam, że pojawiłam się na tym brunchu.
-Odwal się, ty pierdolona świętoszko! Nie waż się mnie oceniać, bo sama nie jesteś lepsza!
- Wykrzyczała oburzona Sophie.

Wiedza, tak wielu ludzi jej pragnie, a jednak, czasem to jak zabawa w głuchy telefon. Ludzie powtarzają sobie z ust do ust "prawdę" i w pewnym momencie prawda, staje się inną prawdą. Najgorsze w życiu jest świadomość, że to w co wierzymy, nie jest tym, co jest prawdą. "Bowiem prawda nie należy się każdemu."
Adele Diana Gomez

_______________________

Od razu piszę, że osoby i sytuacja jest fikcją. A jeśli chodzi o Sophie, nie jestem hejterką! Nawet nie wiem czy ją nie lubię czy lubię, już dawno nie czytałam plotek o One Direction, ale wiem tylko, że są razem. Musiałam wymyślić coś z nią, aby reszta fabuły mogła się wydarzyć. :)

wtorek, 10 września 2013

Zawieszam!!!

Blog zostaje zawieszony do końca września.
Powodów wiele: brak czasu; szkoła i nauka; zmniejszona dawka weny oraz brak chęci.
Powrócę, to pewne! :)

niedziela, 1 września 2013

Adele Diana Gomez - ja, która nie dostaje dobrej jakości miłości od matki i nie czuje się przy niej wystarczająco bezpiecznie.

-Wiesz.. - Westchnęłam słabo i wpatrywałam się w moją matkę. - Zawsze marzyłam, że pewnego dnia powiesz mi, że mam rację choć w jednej rzeczy, że dobrze zrobiłam cokolwiek, nie doczekałam się i pewnie nie doczekam się.
Blondynka wyglądała na przygnębioną. Długi czas się nie odzywała, po prostu popijała wraz ze mną czerwone wino w kuchni.
-Nie marudź. - Ucięła cicho. - Nie psuj wieczoru.
Czułam się jak piąte koło u wozu, mimo, że byłam w tym wielkim domu tylko ja i ona, mimo, że nie było nikogo wokół nas. Było mi źle, a ona tylko pogarszała sprawę.
-Nie użalaj się nad sobą. - Jej bezuczuciowy głos mnie zdenerwował.
Wypiłam jednym haustem (wyszło 2 łyki) resztę wina i wstawiłam kieliszek do zmywarki. Wyszłam z kuchni trzaskając drzwiami. Moja chłodna matka zawsze miała coś do mnie. Póki byłam mała, uwielbiała mnie. Kiedy skończyłam 10 lat i powiedziałam, że nigdy nie założę sukienki, śmiała się, ale kiedy zaczęłam buntować się także jeśli chodzi o jej facetów, zaczęła powoli mnie unikać, ucinać rozmowy lub starać się, abym szybko "wyfrunęła" z jej domu.
Mój ojciec? Nie poznałam go, nawet nie jestem pewna czy chciałabym. Nie zależy mi już na poznaniu go. Wolę żyć marząc, że jest cudownym człowiekiem, który jest bogaty, a dorobił się pomagając ludziom. Po prostu wolę marzyć o takim kimś niż go poznać. Nigdy nie pojawił się też przed moim domem, nie zadzwonił na urodziny czy święta. Nawet nie wiem czy wiedział, że moja matka zaszła w ciążę z nim. Nigdy nie rozmawiałam z moją rodzicielką o moim biologicznym ojcu.
Nie mam dobrych doświadczeń z mężczyznami. Mogłam zwalić całą winę na moją rodzicielkę, na jej rozwiązłość i nieudane związki, ale nie potrafię. Mimo, że nie miałam dobrego wzorca związku, nie oznacza, że ja nie mogę takiego stworzyć. Rzecz w tym sama nie wiem czego chcę. Oczywiście, mam swój typ mężczyzny, ale charakteru nie widać, co z tego, że jest przystojny jeśli jest zbyt poważny lub sztywny albo aż nad zbyt zabawny, co jeśli jest chamem, gburem lub zbyt idealny? Nie chcę mężczyzny, który będzie pantoflarzem! Ale nie chcę też egoisty.. Prawda jest taka, że nie spotkałam jeszcze mężczyzny, przy którym mogłam być prawdziwą sobą i nie czuć się ocenioną, nie spotkałam mężczyzny, który był prawdziwym sobą i nie bał się, że go ocenię. Ludzie oceniają, a ja nie chcę tego w związku, nie chcę zostać osądzona przez to kim jestem, nie chcę się zmieniać ani zmniejszać wielkości mojego ego. Nie chcę, aby moja druga połówka zmniejszała swoje ego, chcę, aby był całkowicie sobą, ale żeby mnie nie odstraszał. Chcę partnera, który będzie ze mną na zawsze, ale żeby nie był tego zbyt pewien, żeby wiedział, że istnieje możliwość, że pewnego dnia mogę zniknąć. Nie chcę związku, który stałby w miejscu, ale nie chcę, aby za dużo się działo, tak jak w brazylijskim serialu.
Weszłam na moje łóżko i położyłam się pod pościelą. Nawet głowę schowałam. Chciałam ciszy, której nie dostawałam, moje myśli były za głośne, nie potrafiłam ich uciszyć, nigdy. Miałam czasem takie dni, w których moje myśli były cicho, ale co chwilę stawały się głośniejsze, po chwili cichsze, znowu głośne i tak w kółko. To było męczące. Nienawidzę spokoju i nagłego wrzasku, byłam na to uczulona, było mi słabo kiedy takie coś się zdarzało, miałam tak od dziecka.
Pomyślałam o tym chłopaku, którego widziałam w parku za Manchesterem tydzień temu. Nie wiem czemu nawet. Przypomniał mi się jego akcent, uwielbiałam to u Anglików, ich cudowny akcent, chociaż, nie każdy rodzony Anglik go posiada. Do 4 roku życia mieszkałam we Włoszech, w Rzymie, więc słyszę akcent. Ja nie mam akcentu, mimo, że staram się z nim mówić, nie zawsze mi wychodzi. Poza tym, to głupie, udawać akcent.. Dziecinada, ale od zawsze chciałam mówić z takim akcentem.
Dochodziła 1, a ja spać nadal nie mogłam. Wyszłam spod pościeli, z łóżka i podeszłam do biurka. Włączyłam maila i zaczęłam pisać.

Moja matka nie spełnia zasady dobrego rodzica. Mimo, że mam 27 lat, potrafię sama zapewnić sobie bezpieczeństwo, z nią nie czuję się 100% bezpieczna. Miłość, którą od niej dostaję jest dość chłodna, co więcej, jest dość kiepskiej, amatorskiej jakości. Zawsze wiedziałam, że jestem wpadką, że moja matka nie chciała mnie, ale jej rodzice nie zgodzili się na aborcję ani adopcję. Moi dziadkowie wcale nie byli mili i nie myśleli wtedy o mnie, myśleli co ludzie powiedzą, woleli, aby ich córkę naznaczono mianem ladacznicy niżby o nich powiedzieli, że są za aborcją. Jak można się domyśleć, w wieku 19 lat, moja matka znalazła bogatego mężczyznę i wyprowadziła się od rodziców, zabierając mnie ze sobą. Starała się mnie kochać, nie powiem, że nie, pewnie nadal się stara. Jednak muszę trochę pogrymasić, jej starania nie są wystarczające. Nie pamiętam, aby kiedykolwiek przyznała mi rację, czy powiedziała mi, że jest ze mnie dumna, a dawałam jej powody aby być. 
Nie użalam się nad swoim dzieciństwem. Piszę tylko, że czasem słabej jakości miłość, którą dostajemy, później sami nie potrafimy dać komuś innemu, nie nauczyliśmy się, aby dać choćby tak samo kiepskiej jakości jak dostawaliśmy od naszych rodziców.
Rodzice! Dawajcie dzieciom więcej miłości! Chwalcie je często, one muszą być pewne waszej miłości, muszą wiedzieć jak pokazywać własną miłość do innych!
Pisała Adele Diana Gomez.

Wysłałam maila mojemu pracodawcy i położyłam sie ponownie spać. Próbowałam zasnąć, ale sen nie nadszedł. Miałam dużo czasu, aby myśleć o Liam'ie, którego spotkałam w parku.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Kenia Jenna Johes - kobieta, która poświęciła wszystko, nawet swoją godność, a to tylko dlatego, że straciła wiarę w siebie.

Obserwowałam uważnie jak Lukas podrywał kelnerkę. Co chwilę częstowałam się ciastkami, które zamówiłam. Starałam się wyglądać obojętnie, ale pewnie nawet to mi marnie wychodziło.
-Wyglądasz seksownie w tym fartuszku, Marty. - Powiedział mój narzeczony uśmiechając się zalotnie do kelnerki.
Odchrząknęłam dość głośno, ale żadne z nich na mnie nie spojrzało.
-Cudownie opina twoje pośladki, wyglądają niesamowicie podniecająco. - Prawił jej dalej komplementy, a dziewczyna o blond włosach chichotała.
-Możesz zobaczyć co mam pod spódnicą. - Oznajmiła swoim skrzekliwym głosem.-To mój numer. - Wręczyła mu wizytówkę i odeszła.
-Co to miało być? - Zapytałam kiedy chłopak już się obrócił w moją stronę.
Spojrzał na mnie i bezwstydnie oznajmił.:
-Nie widziałaś? Właśnie umówiłem się na spotkanie.
-Spotkanie?! - Zaśmiałam się kpiarsko.
-No tak, spotkanie, będziemy uprawiać seks, jak mam to inaczej nazwać? Umówiłem się na zabawę?
-Jesteś palantem, Lukas. - Powiedziałam wstając.
Nim się obejrzałam, mężczyzna złapał mnie mocno za rękę. Rzucił mi groźne spojrzenie i oznajmił.:
-Nigdzie nie pójdziesz. Zostaniesz tu, dokończysz danie i będziemy się kochać w naszym domu, albo twoi rodzice dowiedzą się o tym, że miałaś aborcję przeprowadzoną trzy miesiące temu. - Jego ton był naprawdę przekonywujący.
Wiedziałam, że jest gotów powiedzieć im, znienawidziliby mnie, że odebrałam im możliwość bycia dziadkami, teraz, przez skrobankę, nie mogę mieć dzieci, a bynajmniej mam minimalne szanse.
Usiadłam ponownie na krzesło ze spuszczonym wzrokiem.
Co on sobie wyobraża?! Ile to jeszcze potrwa? To męczarnia.. On mnie nie kocha, ani ja jego. To jest żałosne! Jak można być z kimś w związku dla samego faktu?!

* Trzy godziny później *

Weszłam pod prysznic i puściłam wodę. Strumień wody leciał mi na twarz, ramiona, a ja starałam się zmyć z siebie jego zapach, jego dłonie, które obmacywały mnie.
Brzydziłam się nim. Czułam także do siebie wstręt. Chciałam umrzeć. Nie mogłam zrozumieć jak to się dzieje, że jeszcze od niego nie odeszłam. Nie mamy ani dzieci, ani jakoś specjalnie się nie kochamy, on nawet nie jest bogaty. Zostaję z nim jedynie dlatego, że nie chcę zostać wydziedziczona przez rodziców. Nie okłamujmy się, pieniądze są ważne, aby przetrwać w tym świecie. Nawet nie chcę myśleć o tym jak on idzie do moich rodziców i mówi i wszystkie przykre, złe rzeczy, które zrobiłam, mimo, że on jeszcze więcej przykrości zrobił, to ja jestem ich córką, to mnie ukażą. Czułam strach przed jutrem. Nie wiedziałam co robić. Ile jeszcze wytrzymam? Jedno czego byłam pewna, to to, że pewnego dnia się poddam, przestanę walczyć i albo odejdę od niego, albo się zabiję. Nie wytrzymam długo. Coraz bardziej mam ochotę ze sobą skończyć.

* Na spotkaniu z Adele *

-Co chcesz powiedzieć przez to, że chcesz sie zabić? Nie wolisz po prostu odejść? Przecież bez niego też będziesz miała życie. - Zapytała mnie Adele.
Westchnęłam głęboko.
-Po prostu uważam, że kiedy wydziedziczą mnie rodzice, nie będę zarabiać wystarczająco, aby utrzymać mieszkanie, siebie. Wolę umrzeć. - Mój głos się łamał.
-Byłaś już u psychologa? - Pytała. - To może być depresja, że masz takie myśli.
-Gdybym poszła, Lukas by się dowiedział, zrobiłby mi większe piekło.
-Nie myślisz, że by cię uderzył?!
-Z nim wszystko jest możliwe.
Byłam pewna, że się nie mylę. Nie raz już chciał mnie uderzyć, podnosił rękę, ale cios nie nadszedł. Nie wiem czy bym nawet zareagowała gdyby mnie uderzył.

wtorek, 20 sierpnia 2013

Dominik Philip Cook - mężczyzna, który pragnął więcej, ale nie było mu to przeznaczone.

-Nienawidzę kiedy palisz. - Skomentowałem Michael'a, który odpalał kolejnego papierosa. - Który do dziś, piąty?! Jest dopiero 10 rano. - Byłem zdenerwowany.
-Daj spokój. Też się denerwuję. - Odparł niedbale.
-Mi się jakoś wydaje, że nie obchodzi cię to. Mam naprawdę zły humor. Przestań palić! - Rozkazałem mu.
Patrzył na mnie spod byka. Był wściekły. Norbert wyjął niedopalonego papierosa z ust, rzucił go na chodnik i zadeptał butem.
-Zadowolony?
-Owszem.
Ale nie byłem zadowolony. Byłem nadal zły. Miałem okropne przeczucia, że nie powiedzie nam się i tym razem.
Kiedy złe emocje z nas zeszły, odezwałem się.:
-Przepraszam.
-Nie gniewam się. - Spojrzał na mnie. - Rozumiem cię, też się denerwuję. Pragnę małego Cook'a tak samo jak i ty. - Posłał mi uśmiech, który zawsze poprawiał mi humor, było tak i tym razem.
Odwzajemniłem ciepły uśmiech.
-Po prostu, tak dużo razy nam odmawiali, raz prawie doszło do adopcji, kiedy nagle dziewczyna się rozmyśliła.. - Położył mi dłoń na ramieniu, a mężczyzna i kobieta przechodzący obok nas, skrzywili się na ten widok.
-Nie martw się, jakoś to będzie. Na pewno, za którymś razem nam się uda. - Zapewnił.
Spojrzałem mu w oczy. Starałem się uwierzyć w jego słowa, ale nie potrafiłem. Cały czas miałem złe przeczucia.

* Godzina później *

-Niestety.. - Zaczęła spokojnie kobieta o czarnej karnacji siedząca za biurkiem. -Opieka nie zgadza się na przyznanie wam dziecka. Adopcja się nie odbędzie. Doradzam polepszyć warunki domowe i spróbować za kolejne pół roku. - Widziałem w jej oczach litość, której tak nienawidziłem.
-Wiedziałem. - Wstałem przygnębiony z krzesła. -Czułem, że tak będzie, że nie przyznają nam Katie. To okropne!
Czułem jak w moich oczach stanęły łzy, chciałem płakać jak małe dziecko, tak samo żałośnie, głośno i długo.
Norbert siedział nieruchomo na plastikowym krześle.
-Zareaguj jakoś! - Wrzasnąłem smutno.
Obrócił głowę i spojrzał na mnie starając się ukryć emocje.
-Może to i lepiej?
-Żartujesz?!
-Nie. Po prostu nie czuję jakby dziecko to byłby dobry pomysł.
-Nie rozumiesz. - Odparłem. - Ja potrzebuję dziecka, czuję, że w naszym związku czegoś brakuje.
-Tobie brakuje, mi wszystko pasuje.
-I to jest właśnie problem. Tobie pasuje, więc moje zdanie nie ważne!
-Nie powiedziałem tak.
-Ale tak brzmi!
I to była nasza szczera, krótka kłótnio-rozmowa od 5 miesięcy. Patrzyłem jak Norbert wychodzi z gabinetu, w którym jeszcze siedziała czarnoskóra kobieta. Wiedziałem, że nie wywarliśmy na niej dobrego wrażenia, ale mimo wszystko, kiedy już wychodziłem, powiedziała.:
-Niech pan się nie martwi, będzie gotowy pewnego dnia na dziecko, a wtedy, na pewno dziewczyna lub chłopiec, pojawi się w domu. Doradzam tą firmę surogatek, mają różne badania, wszystko jest prywatnie, po cichu, często pary seksualne decydują się na to.
Wręczyła mi jedną wizytówkę tej firmy z zastępczymi matkami, które urodzą nam dziecko. Podziękowałem i wyszedłem z biura kobiety.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Adele Diana Gomez - ja, przyszła stara panna, która spotkała Nieznajomego.

Chyba nie zdziwicie się jak wam powiem, że randka nie wyszła. To była absolutna klapa. Chłopak niby idealny, a jednak ma wady. Drzwi od samochodu otworzył, krzesło odsunął dla mnie, nawet pozwolił mi zamówić, jednocześnie polecając mi różne dania. Był cudownie zbudowanym brunetem, którego uśmiech był niesamowitym czymś. Pracował jako policjant, tak jak moja matka. Wada? Był zbyt idealny. Nienawidzę takich facetów. Byłam zaskoczona, że moja matka, nie umówiła się z nim, tylko mnie chciała z nim wyswatać. Nie jestem moją matką, nie chcę ideału, chce prawdziwego mężczyzny.
Dlaczego kobiety poszukują ideału? Są znudzone zwyczajnymi mężczyznami, rozumiem. Ale czy najważniejszy jest dobry wygląd, akcent, praca czy poczucie humoru? Oczywiście, ważny jest jego charakter, wygląd, ale dlaczego jest tak pilnie poszukiwany "ten" ideał? Mam nadzieję, że kiedyś to kobietom zbrzydnie. Bo nieładnie jest wymagać tak dużo od partnera, kiedy nie daje się nic w zamian.
Pisała Adele Diana Gomez.

Po incydencie z szefem, Marcusem, szybko plotki się rozniosły o mojej odwadze i umiejętności pisania. Miałam mnóstwo zgłoszeń o pracę. Pismaki tłukły się o mnie, co mi schlebiało. Zdecydowałam się pisać felietony w innej gazecie z wiadomościami o tym co się dzieje na świecie, w Wielkiej Brytanii i w Wolverhampton i w Londynie. Praca w domu, zawsze chciałam spróbować pracy tym sposobem. Moja szansa, aby zabłysnąć, była wielka, więc starałam się ją wykorzystać poprawnie.
Wysłałam maila mojemu pracodawcy. Byłam zadowolona z samej siebie. Mimo to, że kolejna moja randka nie wyszła, uznałam, że nie ma co się przejmować, przynajmniej teraz będę mogła się skupić na mojej książce. Mam zamiar napisać książkę o miłości, o wielogatunkowej miłości. Mam zamiar udowodnić, że nie istnieje miłość tylko heteroseksualna i rodzicielska. Mam zamiar udowodnić, że miłość jest wszędzie i dotyczy każdego człowieka.
Odkąd pamiętam, nigdy nie wyśmiewałam ludzkich poglądów na świat, często się sprzeczałam z nimi, ale nie narzucałam własnej woli komuś. Nienawidzę kiedy ktoś kogoś wyśmiewa, ponieważ ta osoba inaczej postrzega świat. To denerwujące, wysłuchiwać jak ktoś nie akceptuje innego człowieka, ponieważ się wydaje inny. Prędzej zrozumiem mordercę niżbym miała zrozumieć człowieka, który się tak zachowuje.
Podniosłam się z krzesła. Wyciągnęłam się w górę i westchnęłam kiedy powróciłam do mojej normalnej, wyprostowanej pozy.
Byłam niewyspana. Całą noc przesiedziałam i oglądałam filmy, nie mogłam zasnąć. Nie mogłam oderwać myśli od mojej rodzicielki. Nie byłam pewna czy chce mnie w domu. Kiedy ja wyszłam na randkę, ona poszła na swoją. Czułam, że chciała mnie umówić z kimś, aby nie czuć się winną, że zostawia mnie samą. To ja się czułam winna. W końcu żadna córka nie chce, aby jej matka była w takim dziwnym nastroju.
Była już 5, a moje oczy się nie zamykały, to nie był pierwszy raz, kiedy nie mogłam zasnąć. Miałam ogromną ochotę wyjść z domu, przejść się na spacer.
Ubrałam się w dresy, uznałam, że mogę chwilę pobiegać przy okazji. Włosy związałam w kitkę. Wyszłam z domu, zamykając drzwi. Wsiadłam w samochód i ruszyłam do parku za miastem. Jechałam około 17 minut. Zaparkowałam na parkingu i wysiadłam z auta. Nie szłam nawet 6 minut, a park się zaczął. Pomarańcz i brąz, który otaczał mnie, pasował do mojej chęci wyciszenia się. Miałam naprawdę żałosny humor. A jednak park za Wolverhampton, poprawiał mi humor.
Zrobiłam sześć skłonów, następnie się wyciągnęłam w górę. Poprawiłam wiązadła w butach. Włączyłam muzykę w telefonie i założyłam słuchawki na uszy. I ruszyłam. Biegłam truchtem, spokojnie oddychałam. Nie mijało mnie wielu ludzi, może 2 w ciągu 30 minut. Jakby nie było, słońce ledwo wstało. Tak zatopiłam się w muzyce, którą tworzy zespół The Fray, że nawet nie zauważyłam go. On też był czymś zamyślony, bo jego oczy były aż zamglone kiedy się zderzyliśmy brzuchami. Moje słuchawki aż mi się zesunęły z głowy. Podniosłam je z ziemi i wyprostowałam się. Młody mężczyzna, na oko młodszy ode mnie o około 6 lat, patrzył na mnie nadal w szoku.
-Przepraszam..
-Przepraszam..
Powiedzieliśmy to w tym samym czasie. Uśmiechnęłam się do niego, a on przejechał po głowie, która była obcięta na zapałkę. Wyglądał mi na kogoś kogo znam, ale nie byłam pewna skąd go kojarzę. Wydawał mi się, że sie zmieszał.
-Nic się nie stało. - Odparłam.
-Cieszę się. - Oznajmił bezbarwnym głosem.
Chciał już odjeść kiedy zapytałam.:
-O czym myślałeś? - Miałam po matce moją ciekawość.
Stanął w miejscu i obrócił się do mnie.
Już jako dziecko gadałam bez ustania. Miałam często słowotoki, nadal czasem mam, nawet jak się nie denerwuję. Po prostu gadam i gadam. Lubię wiedzieć więcej, to wada jak i zaleta.
-Jak nie chcesz to nie mów. - Uprzedziłam.
Spojrzał na mnie nerwowo i przygryzł wargę.
-Nie chcę ci narzucać moich problemów. - Wydawał się być zamknięty w sobie.
Byłam pewna, że nie powie mi co się dzieje w jego głowie.
-Jesteś młody. W twoim życiu nie może dziać się więcej niż w moim. - Zaśmiałam się, a on tylko zabawnie wywrócił oczami.
-Uwierz, dzieje się więcej. - Szepnął do siebie. - Nie kojarzysz mnie? - Wydawał się być zaskoczony i zdenerwowany jednocześnie.
-Wydaje mi sie, że znam cię, z widzenia, ale nie mogę sobie przypomnieć skąd.
Tym razem to on się uśmiechnął. Jego nerwy zniknęły, a pojawiła się ekscytacja.
-To chyba będzie dobry dzień. - Odparł zadowolony. - Jestem Liam. - wystawił rękę do mnie.
-Adele. - Uścisnęliśmy dłonie.
-Może usiądziemy? - Pokazał na ławkę obok.
Usiedliśmy.
-To co, powiesz mi nad czym tak rozmyślałeś? - Zapytałam dociekliwie.
-Mam problemy, jak każdy inny. Rzecz w tym, że nie mogę spotykać sie z moją dziewczyną kiedy jestem na różnych wyjazdach, po prostu mam zakaz.  Nie mogę nawet jej zabierać ze sobą. - Widziałam, że go to boli.
-To niesprawiedliwe. - Przyznałam. - A nie możesz złamać reguł? - Zapytałam, a on pokręcił głową.
-Nie. Istnieje ryzyko, że inni ucierpią, niewinni, którzy nic nie mają przeciwko nam, kiedy jesteśmy razem. - Mówił zmienionym głosem.
Zaśmialiśmy się.
-Nie wiem co ci poradzić.
-Zerwaliśmy. Już miesiąc. Na początku myśleliśmy, że ci co zakazali nam przebywać razem, zrozumieją nasz bunt i pozwolą nam się spotykać, ale nie. A kiedy chcieliśmy znów być razem, nawet tego nie mogę.
Bolało go to wszystko. Wiedziałam, że bał się iż wyśmieję jego problemy, ale mimo wszystko, otworzył się, co mnie cieszyło.
-Ale.. - Podniósł na mnie wzrok. - Kto wam zakazuje? Przecież to nienormalne.
Chłopak wstał z ławki i odchrząknął.
-Wiem. Ja już biegnę. Jestem umówiony. Cześć. Miło było. - Rzucił mi niespokojny, słaby uśmiech i pobiegł w moje lewo.
Westchnęłam ciężko. A jednak myliłam się. Ma problemy, powiedzmy, że są na pewnym poziomie.
Podniosłam się na nogi i założyłam słuchawki, w których cały czas grała muzyka. Ruszyłam w prawą stronę. Nie mogłam myśleć, tylko, że teraz miałam na głowie jeszcze jedną ciekawostkę. Tego Nieznajomego.

piątek, 9 sierpnia 2013

Claudia Gomez - moja matka, doświadczona rozwódka poszukująca miłości.

Rok 1992 Maj 19 

Czułam powiew wiatru, który delikatnie pieścił moją skórę na twarzy, odsłoniętych ramionach i nogach, na których miałam krótkie szorty. Siedziałam na głazie, nad morzem. Na plaży byli najbliższe mi osoby.
Moje oczy zaczęły się szklić na widok Mika, który był znakomitym ojcem dla mojej córki, Adele. Bawił się z nią w ganianego, śmiali się donośnie. Był jej 2 ojczymem, a moim najlepszym przyjacielem a zarazem mężem. Miałam poczucie winy kiedy wiedziałam, że nam nie wyjdzie i rozwód się pojawi już niedługo, z mojej strony.
Nie układało mi się w związku z nim. Nie byłam stworzona do długich związków, mimo, że tak pragnęłam kochać na dłuższą metę. Może i nie powinnam brać ślubów, ale uwielbiam mieć na sobie białe suknie ślubne, oraz to uczucie, że mogę właśnie wygrać i zostanę na zawsze mężatką. Jednakże, zawsze przegrywałam.
Nawet z ojcem Adele tak było, z Adamem. Zaszłam w ciążę z nim w wieku 16 lat, zawarliśmy związek małżeński w wieku 17 lat, dzięki zgodzie prawnej naszych rodziców. Był niemal idealny. Przystojny, przyszły prawnik, przyjacielski, uczciwy i inteligentny. Ale miał jedną, ogromną wadę - zdradzał, co było dla mnie nie do przyjęcia. Jednak zanim nastał rozwód, zostałam wdową w wieku 19 lat, miał wypadek samochodowy. Dwa lata później, wyszłam ponownie za mąż. Rozwód po roku. I znowu małżeństwo.
Mam ogromne doświadczenie, ale moje uczucia z roku na rok są coraz bardziej poranione. Sama zadaję sobie krzywdy emocjonalne, doszukuję się wad u innych. To moja wina, że pragnę ideału. Jestem głupią romantyczką, a jednak rozwodzę się.
Patrzyłam na moją piękną małą szatynkę.
Jest śliczna. Lepsza wersja mnie. Może ona trafi na dobrego mężczyznę.

Rok 2013 Kwiecień 20

-Żartujesz sobie?! - Byłam szokowana tym co przed chwilą usłyszałam.
-Mamo. Myślę, że te cztery lata, które spędziłam w tej firmie wystarczą. Nie mam zamiaru być do końca mojego życia popychadłem. - Mówiła, a ja nie dowierzałam.
-Masz przeprosić Marcusa i starać się. - Rozkazałam jej.
-Nie mam takiego zamiaru. - Odpowiedziała i wzięła swoje walizki za rączki, następnie poszła po schodach na górę, do swojego pokoju.
Czułam jak moje ciśnienie się podnosi. Byłam wściekła i zadowolona jednocześnie. Moja Adele pokazała pazurki, szkoda, że pracodawcy. Riposta nie była za bardzo błyskotliwa, ale ujdzie.
Musiała się wprowadzić akurat teraz? Kiedy mam dziś randkę z Danielem? Boże.. Znowu pojawią się głupie pytania: jesteś pewna, że chcesz mieć kolejnego faceta; myślisz, że wam wyjdzie; jesteś gotowa na związek. Kocham ją, ale mam jej dość czasem. Nie rozumiem jak ktoś, kto nigdy się nie zakochał, może oceniać mój związek. 
Westchnęłam poddając się. Z nią to jak z dzieckiem. Może nadal jest dzieciakiem, które nie potrafi same sobie pomóc i trzeba podsuwać różne rzeczy, osoby, sytuacje..
A może by tak.. Umówić ją, z któryś moich młodych znajomych? Tak, już chyba czas. Niedługo jej zegar biologiczny zacznie tykać.
Bez dalszych myśli, chwyciłam za telefon.
-Adrian? Tak wiem, że jesteś zajęty. Ale mam dla ciebie propozycję. Chciałbyś się umówić z moją córką? Tak? Och, to dobrze. Jest wolna w ten piątek. O siódmej podjedź pod mój dom. To do zobaczenia jutro.
Byłam zachwycona z samej siebie. Już nie mogłam się doczekać, aż Adele zacznie chodzić na randki.

środa, 7 sierpnia 2013

Prolog.

Jeżeli miłość istnieje, to musi być jej wiele rodzai.
Nie wierzę, że są tylko dwa typy miłości, kobieta + mężczyzna oraz rodzice ( kobieta i mężczyzna) + dzieci.
To niemożliwe, żeby w tych czasach mieć problem z ludźmi, którzy kochają, tak samo, ale inne osoby.
Ja wierzę, że dwie kobiety czy dwoje mężczyzn mogą kochać siebie nawzajem, nawet mocniej niż kobieta i mężczyzna siebie. 
Uważam, że homoseksualne pary mogą stworzyć równie dobry dom dla dzieci, jak i heteroseksualne. 
Nie potrafię wyobrazić sobie domu transseksualnych, ale pewnie i ich dom byłby dobry dla dzieci.
Uważam, że nawet samotna matka czy, samotny ojciec poradziliby sobie w roli dobrego rodzica.
Uważam, że jest jedna zasada, wystarczy chcieć dzieci, mieć środki, aby je wychować poprawnie i uczucia, które zapewnią im wieczne bezpieczeństwo jak i miłość, która jest naprawdę potrzebna.
Pisała Adele Diana Gomez.

-Co to ma być?! - Wydarł się na mnie mój szef, Marcus Lake, który ma syndrom "nic co robisz nie jest wystarczające".
Stał nad moim biurkiem i trzymał w ręce mój monolog, który napisałam do biało-czarnej gazety.
-No co? - Podniosłam się z krzesła i wyprostowałam się. - Kazałeś mi napisać coś co może zainteresować kupców. Napisałam. Poza tym, to co napisałam, jest ważne.
Jego wzrok mógłby zabijać.
-Miałaś napisać coś zabawnego, jakiś długi żart, czy coś w tym stylu. Nie miałaś opisywać chorej miłości dziwaków! - Był wściekły.
Zaśmiałam się. W około nas zebrali się moi współpracownicy, też nie lubili Marcusa.
-Z czego się śmiejesz?!
-Z ciebie. Masz czerwoną twarz, wreszcie wyglądasz na kogoś kim jesteś.
-Czyli niby kim?!
-Burakiem Marcus, jesteś pierdolonym burakiem. - Odparłam.
I tak oto zostałam bez pracy, bez faceta, dziecka i zamieszkałam w jednym domu z rozwódką matką, w wieku 27 lat.