piątek, 9 sierpnia 2013

Claudia Gomez - moja matka, doświadczona rozwódka poszukująca miłości.

Rok 1992 Maj 19 

Czułam powiew wiatru, który delikatnie pieścił moją skórę na twarzy, odsłoniętych ramionach i nogach, na których miałam krótkie szorty. Siedziałam na głazie, nad morzem. Na plaży byli najbliższe mi osoby.
Moje oczy zaczęły się szklić na widok Mika, który był znakomitym ojcem dla mojej córki, Adele. Bawił się z nią w ganianego, śmiali się donośnie. Był jej 2 ojczymem, a moim najlepszym przyjacielem a zarazem mężem. Miałam poczucie winy kiedy wiedziałam, że nam nie wyjdzie i rozwód się pojawi już niedługo, z mojej strony.
Nie układało mi się w związku z nim. Nie byłam stworzona do długich związków, mimo, że tak pragnęłam kochać na dłuższą metę. Może i nie powinnam brać ślubów, ale uwielbiam mieć na sobie białe suknie ślubne, oraz to uczucie, że mogę właśnie wygrać i zostanę na zawsze mężatką. Jednakże, zawsze przegrywałam.
Nawet z ojcem Adele tak było, z Adamem. Zaszłam w ciążę z nim w wieku 16 lat, zawarliśmy związek małżeński w wieku 17 lat, dzięki zgodzie prawnej naszych rodziców. Był niemal idealny. Przystojny, przyszły prawnik, przyjacielski, uczciwy i inteligentny. Ale miał jedną, ogromną wadę - zdradzał, co było dla mnie nie do przyjęcia. Jednak zanim nastał rozwód, zostałam wdową w wieku 19 lat, miał wypadek samochodowy. Dwa lata później, wyszłam ponownie za mąż. Rozwód po roku. I znowu małżeństwo.
Mam ogromne doświadczenie, ale moje uczucia z roku na rok są coraz bardziej poranione. Sama zadaję sobie krzywdy emocjonalne, doszukuję się wad u innych. To moja wina, że pragnę ideału. Jestem głupią romantyczką, a jednak rozwodzę się.
Patrzyłam na moją piękną małą szatynkę.
Jest śliczna. Lepsza wersja mnie. Może ona trafi na dobrego mężczyznę.

Rok 2013 Kwiecień 20

-Żartujesz sobie?! - Byłam szokowana tym co przed chwilą usłyszałam.
-Mamo. Myślę, że te cztery lata, które spędziłam w tej firmie wystarczą. Nie mam zamiaru być do końca mojego życia popychadłem. - Mówiła, a ja nie dowierzałam.
-Masz przeprosić Marcusa i starać się. - Rozkazałam jej.
-Nie mam takiego zamiaru. - Odpowiedziała i wzięła swoje walizki za rączki, następnie poszła po schodach na górę, do swojego pokoju.
Czułam jak moje ciśnienie się podnosi. Byłam wściekła i zadowolona jednocześnie. Moja Adele pokazała pazurki, szkoda, że pracodawcy. Riposta nie była za bardzo błyskotliwa, ale ujdzie.
Musiała się wprowadzić akurat teraz? Kiedy mam dziś randkę z Danielem? Boże.. Znowu pojawią się głupie pytania: jesteś pewna, że chcesz mieć kolejnego faceta; myślisz, że wam wyjdzie; jesteś gotowa na związek. Kocham ją, ale mam jej dość czasem. Nie rozumiem jak ktoś, kto nigdy się nie zakochał, może oceniać mój związek. 
Westchnęłam poddając się. Z nią to jak z dzieckiem. Może nadal jest dzieciakiem, które nie potrafi same sobie pomóc i trzeba podsuwać różne rzeczy, osoby, sytuacje..
A może by tak.. Umówić ją, z któryś moich młodych znajomych? Tak, już chyba czas. Niedługo jej zegar biologiczny zacznie tykać.
Bez dalszych myśli, chwyciłam za telefon.
-Adrian? Tak wiem, że jesteś zajęty. Ale mam dla ciebie propozycję. Chciałbyś się umówić z moją córką? Tak? Och, to dobrze. Jest wolna w ten piątek. O siódmej podjedź pod mój dom. To do zobaczenia jutro.
Byłam zachwycona z samej siebie. Już nie mogłam się doczekać, aż Adele zacznie chodzić na randki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz