Obserwowałam uważnie jak Lukas podrywał kelnerkę. Co chwilę częstowałam się ciastkami, które zamówiłam. Starałam się wyglądać obojętnie, ale pewnie nawet to mi marnie wychodziło.
-Wyglądasz seksownie w tym fartuszku, Marty. - Powiedział mój narzeczony uśmiechając się zalotnie do kelnerki.
Odchrząknęłam dość głośno, ale żadne z nich na mnie nie spojrzało.
-Cudownie opina twoje pośladki, wyglądają niesamowicie podniecająco. - Prawił jej dalej komplementy, a dziewczyna o blond włosach chichotała.
-Możesz zobaczyć co mam pod spódnicą. - Oznajmiła swoim skrzekliwym głosem.-To mój numer. - Wręczyła mu wizytówkę i odeszła.
-Co to miało być? - Zapytałam kiedy chłopak już się obrócił w moją stronę.
Spojrzał na mnie i bezwstydnie oznajmił.:
-Nie widziałaś? Właśnie umówiłem się na spotkanie.
-Spotkanie?! - Zaśmiałam się kpiarsko.
-No tak, spotkanie, będziemy uprawiać seks, jak mam to inaczej nazwać? Umówiłem się na zabawę?
-Jesteś palantem, Lukas. - Powiedziałam wstając.
Nim się obejrzałam, mężczyzna złapał mnie mocno za rękę. Rzucił mi groźne spojrzenie i oznajmił.:
-Nigdzie nie pójdziesz. Zostaniesz tu, dokończysz danie i będziemy się kochać w naszym domu, albo twoi rodzice dowiedzą się o tym, że miałaś aborcję przeprowadzoną trzy miesiące temu. - Jego ton był naprawdę przekonywujący.
Wiedziałam, że jest gotów powiedzieć im, znienawidziliby mnie, że odebrałam im możliwość bycia dziadkami, teraz, przez skrobankę, nie mogę mieć dzieci, a bynajmniej mam minimalne szanse.
Usiadłam ponownie na krzesło ze spuszczonym wzrokiem.
Co on sobie wyobraża?! Ile to jeszcze potrwa? To męczarnia.. On mnie nie kocha, ani ja jego. To jest żałosne! Jak można być z kimś w związku dla samego faktu?!
* Trzy godziny później *
Weszłam pod prysznic i puściłam wodę. Strumień wody leciał mi na twarz, ramiona, a ja starałam się zmyć z siebie jego zapach, jego dłonie, które obmacywały mnie.
Brzydziłam się nim. Czułam także do siebie wstręt. Chciałam umrzeć. Nie mogłam zrozumieć jak to się dzieje, że jeszcze od niego nie odeszłam. Nie mamy ani dzieci, ani jakoś specjalnie się nie kochamy, on nawet nie jest bogaty. Zostaję z nim jedynie dlatego, że nie chcę zostać wydziedziczona przez rodziców. Nie okłamujmy się, pieniądze są ważne, aby przetrwać w tym świecie. Nawet nie chcę myśleć o tym jak on idzie do moich rodziców i mówi i wszystkie przykre, złe rzeczy, które zrobiłam, mimo, że on jeszcze więcej przykrości zrobił, to ja jestem ich córką, to mnie ukażą. Czułam strach przed jutrem. Nie wiedziałam co robić. Ile jeszcze wytrzymam? Jedno czego byłam pewna, to to, że pewnego dnia się poddam, przestanę walczyć i albo odejdę od niego, albo się zabiję. Nie wytrzymam długo. Coraz bardziej mam ochotę ze sobą skończyć.
* Na spotkaniu z Adele *
-Co chcesz powiedzieć przez to, że chcesz sie zabić? Nie wolisz po prostu odejść? Przecież bez niego też będziesz miała życie. - Zapytała mnie Adele.
Westchnęłam głęboko.
-Po prostu uważam, że kiedy wydziedziczą mnie rodzice, nie będę zarabiać wystarczająco, aby utrzymać mieszkanie, siebie. Wolę umrzeć. - Mój głos się łamał.
-Byłaś już u psychologa? - Pytała. - To może być depresja, że masz takie myśli.
-Gdybym poszła, Lukas by się dowiedział, zrobiłby mi większe piekło.
-Nie myślisz, że by cię uderzył?!
-Z nim wszystko jest możliwe.
Byłam pewna, że się nie mylę. Nie raz już chciał mnie uderzyć, podnosił rękę, ale cios nie nadszedł. Nie wiem czy bym nawet zareagowała gdyby mnie uderzył.
-Wyglądasz seksownie w tym fartuszku, Marty. - Powiedział mój narzeczony uśmiechając się zalotnie do kelnerki.
Odchrząknęłam dość głośno, ale żadne z nich na mnie nie spojrzało.
-Cudownie opina twoje pośladki, wyglądają niesamowicie podniecająco. - Prawił jej dalej komplementy, a dziewczyna o blond włosach chichotała.
-Możesz zobaczyć co mam pod spódnicą. - Oznajmiła swoim skrzekliwym głosem.-To mój numer. - Wręczyła mu wizytówkę i odeszła.
-Co to miało być? - Zapytałam kiedy chłopak już się obrócił w moją stronę.
Spojrzał na mnie i bezwstydnie oznajmił.:
-Nie widziałaś? Właśnie umówiłem się na spotkanie.
-Spotkanie?! - Zaśmiałam się kpiarsko.
-No tak, spotkanie, będziemy uprawiać seks, jak mam to inaczej nazwać? Umówiłem się na zabawę?
-Jesteś palantem, Lukas. - Powiedziałam wstając.
Nim się obejrzałam, mężczyzna złapał mnie mocno za rękę. Rzucił mi groźne spojrzenie i oznajmił.:
-Nigdzie nie pójdziesz. Zostaniesz tu, dokończysz danie i będziemy się kochać w naszym domu, albo twoi rodzice dowiedzą się o tym, że miałaś aborcję przeprowadzoną trzy miesiące temu. - Jego ton był naprawdę przekonywujący.
Wiedziałam, że jest gotów powiedzieć im, znienawidziliby mnie, że odebrałam im możliwość bycia dziadkami, teraz, przez skrobankę, nie mogę mieć dzieci, a bynajmniej mam minimalne szanse.
Usiadłam ponownie na krzesło ze spuszczonym wzrokiem.
Co on sobie wyobraża?! Ile to jeszcze potrwa? To męczarnia.. On mnie nie kocha, ani ja jego. To jest żałosne! Jak można być z kimś w związku dla samego faktu?!
* Trzy godziny później *
Weszłam pod prysznic i puściłam wodę. Strumień wody leciał mi na twarz, ramiona, a ja starałam się zmyć z siebie jego zapach, jego dłonie, które obmacywały mnie.
Brzydziłam się nim. Czułam także do siebie wstręt. Chciałam umrzeć. Nie mogłam zrozumieć jak to się dzieje, że jeszcze od niego nie odeszłam. Nie mamy ani dzieci, ani jakoś specjalnie się nie kochamy, on nawet nie jest bogaty. Zostaję z nim jedynie dlatego, że nie chcę zostać wydziedziczona przez rodziców. Nie okłamujmy się, pieniądze są ważne, aby przetrwać w tym świecie. Nawet nie chcę myśleć o tym jak on idzie do moich rodziców i mówi i wszystkie przykre, złe rzeczy, które zrobiłam, mimo, że on jeszcze więcej przykrości zrobił, to ja jestem ich córką, to mnie ukażą. Czułam strach przed jutrem. Nie wiedziałam co robić. Ile jeszcze wytrzymam? Jedno czego byłam pewna, to to, że pewnego dnia się poddam, przestanę walczyć i albo odejdę od niego, albo się zabiję. Nie wytrzymam długo. Coraz bardziej mam ochotę ze sobą skończyć.
* Na spotkaniu z Adele *
-Co chcesz powiedzieć przez to, że chcesz sie zabić? Nie wolisz po prostu odejść? Przecież bez niego też będziesz miała życie. - Zapytała mnie Adele.
Westchnęłam głęboko.
-Po prostu uważam, że kiedy wydziedziczą mnie rodzice, nie będę zarabiać wystarczająco, aby utrzymać mieszkanie, siebie. Wolę umrzeć. - Mój głos się łamał.-Byłaś już u psychologa? - Pytała. - To może być depresja, że masz takie myśli.
-Gdybym poszła, Lukas by się dowiedział, zrobiłby mi większe piekło.
-Nie myślisz, że by cię uderzył?!
-Z nim wszystko jest możliwe.
Byłam pewna, że się nie mylę. Nie raz już chciał mnie uderzyć, podnosił rękę, ale cios nie nadszedł. Nie wiem czy bym nawet zareagowała gdyby mnie uderzył.


