wtorek, 27 sierpnia 2013

Kenia Jenna Johes - kobieta, która poświęciła wszystko, nawet swoją godność, a to tylko dlatego, że straciła wiarę w siebie.

Obserwowałam uważnie jak Lukas podrywał kelnerkę. Co chwilę częstowałam się ciastkami, które zamówiłam. Starałam się wyglądać obojętnie, ale pewnie nawet to mi marnie wychodziło.
-Wyglądasz seksownie w tym fartuszku, Marty. - Powiedział mój narzeczony uśmiechając się zalotnie do kelnerki.
Odchrząknęłam dość głośno, ale żadne z nich na mnie nie spojrzało.
-Cudownie opina twoje pośladki, wyglądają niesamowicie podniecająco. - Prawił jej dalej komplementy, a dziewczyna o blond włosach chichotała.
-Możesz zobaczyć co mam pod spódnicą. - Oznajmiła swoim skrzekliwym głosem.-To mój numer. - Wręczyła mu wizytówkę i odeszła.
-Co to miało być? - Zapytałam kiedy chłopak już się obrócił w moją stronę.
Spojrzał na mnie i bezwstydnie oznajmił.:
-Nie widziałaś? Właśnie umówiłem się na spotkanie.
-Spotkanie?! - Zaśmiałam się kpiarsko.
-No tak, spotkanie, będziemy uprawiać seks, jak mam to inaczej nazwać? Umówiłem się na zabawę?
-Jesteś palantem, Lukas. - Powiedziałam wstając.
Nim się obejrzałam, mężczyzna złapał mnie mocno za rękę. Rzucił mi groźne spojrzenie i oznajmił.:
-Nigdzie nie pójdziesz. Zostaniesz tu, dokończysz danie i będziemy się kochać w naszym domu, albo twoi rodzice dowiedzą się o tym, że miałaś aborcję przeprowadzoną trzy miesiące temu. - Jego ton był naprawdę przekonywujący.
Wiedziałam, że jest gotów powiedzieć im, znienawidziliby mnie, że odebrałam im możliwość bycia dziadkami, teraz, przez skrobankę, nie mogę mieć dzieci, a bynajmniej mam minimalne szanse.
Usiadłam ponownie na krzesło ze spuszczonym wzrokiem.
Co on sobie wyobraża?! Ile to jeszcze potrwa? To męczarnia.. On mnie nie kocha, ani ja jego. To jest żałosne! Jak można być z kimś w związku dla samego faktu?!

* Trzy godziny później *

Weszłam pod prysznic i puściłam wodę. Strumień wody leciał mi na twarz, ramiona, a ja starałam się zmyć z siebie jego zapach, jego dłonie, które obmacywały mnie.
Brzydziłam się nim. Czułam także do siebie wstręt. Chciałam umrzeć. Nie mogłam zrozumieć jak to się dzieje, że jeszcze od niego nie odeszłam. Nie mamy ani dzieci, ani jakoś specjalnie się nie kochamy, on nawet nie jest bogaty. Zostaję z nim jedynie dlatego, że nie chcę zostać wydziedziczona przez rodziców. Nie okłamujmy się, pieniądze są ważne, aby przetrwać w tym świecie. Nawet nie chcę myśleć o tym jak on idzie do moich rodziców i mówi i wszystkie przykre, złe rzeczy, które zrobiłam, mimo, że on jeszcze więcej przykrości zrobił, to ja jestem ich córką, to mnie ukażą. Czułam strach przed jutrem. Nie wiedziałam co robić. Ile jeszcze wytrzymam? Jedno czego byłam pewna, to to, że pewnego dnia się poddam, przestanę walczyć i albo odejdę od niego, albo się zabiję. Nie wytrzymam długo. Coraz bardziej mam ochotę ze sobą skończyć.

* Na spotkaniu z Adele *

-Co chcesz powiedzieć przez to, że chcesz sie zabić? Nie wolisz po prostu odejść? Przecież bez niego też będziesz miała życie. - Zapytała mnie Adele.
Westchnęłam głęboko.
-Po prostu uważam, że kiedy wydziedziczą mnie rodzice, nie będę zarabiać wystarczająco, aby utrzymać mieszkanie, siebie. Wolę umrzeć. - Mój głos się łamał.
-Byłaś już u psychologa? - Pytała. - To może być depresja, że masz takie myśli.
-Gdybym poszła, Lukas by się dowiedział, zrobiłby mi większe piekło.
-Nie myślisz, że by cię uderzył?!
-Z nim wszystko jest możliwe.
Byłam pewna, że się nie mylę. Nie raz już chciał mnie uderzyć, podnosił rękę, ale cios nie nadszedł. Nie wiem czy bym nawet zareagowała gdyby mnie uderzył.

wtorek, 20 sierpnia 2013

Dominik Philip Cook - mężczyzna, który pragnął więcej, ale nie było mu to przeznaczone.

-Nienawidzę kiedy palisz. - Skomentowałem Michael'a, który odpalał kolejnego papierosa. - Który do dziś, piąty?! Jest dopiero 10 rano. - Byłem zdenerwowany.
-Daj spokój. Też się denerwuję. - Odparł niedbale.
-Mi się jakoś wydaje, że nie obchodzi cię to. Mam naprawdę zły humor. Przestań palić! - Rozkazałem mu.
Patrzył na mnie spod byka. Był wściekły. Norbert wyjął niedopalonego papierosa z ust, rzucił go na chodnik i zadeptał butem.
-Zadowolony?
-Owszem.
Ale nie byłem zadowolony. Byłem nadal zły. Miałem okropne przeczucia, że nie powiedzie nam się i tym razem.
Kiedy złe emocje z nas zeszły, odezwałem się.:
-Przepraszam.
-Nie gniewam się. - Spojrzał na mnie. - Rozumiem cię, też się denerwuję. Pragnę małego Cook'a tak samo jak i ty. - Posłał mi uśmiech, który zawsze poprawiał mi humor, było tak i tym razem.
Odwzajemniłem ciepły uśmiech.
-Po prostu, tak dużo razy nam odmawiali, raz prawie doszło do adopcji, kiedy nagle dziewczyna się rozmyśliła.. - Położył mi dłoń na ramieniu, a mężczyzna i kobieta przechodzący obok nas, skrzywili się na ten widok.
-Nie martw się, jakoś to będzie. Na pewno, za którymś razem nam się uda. - Zapewnił.
Spojrzałem mu w oczy. Starałem się uwierzyć w jego słowa, ale nie potrafiłem. Cały czas miałem złe przeczucia.

* Godzina później *

-Niestety.. - Zaczęła spokojnie kobieta o czarnej karnacji siedząca za biurkiem. -Opieka nie zgadza się na przyznanie wam dziecka. Adopcja się nie odbędzie. Doradzam polepszyć warunki domowe i spróbować za kolejne pół roku. - Widziałem w jej oczach litość, której tak nienawidziłem.
-Wiedziałem. - Wstałem przygnębiony z krzesła. -Czułem, że tak będzie, że nie przyznają nam Katie. To okropne!
Czułem jak w moich oczach stanęły łzy, chciałem płakać jak małe dziecko, tak samo żałośnie, głośno i długo.
Norbert siedział nieruchomo na plastikowym krześle.
-Zareaguj jakoś! - Wrzasnąłem smutno.
Obrócił głowę i spojrzał na mnie starając się ukryć emocje.
-Może to i lepiej?
-Żartujesz?!
-Nie. Po prostu nie czuję jakby dziecko to byłby dobry pomysł.
-Nie rozumiesz. - Odparłem. - Ja potrzebuję dziecka, czuję, że w naszym związku czegoś brakuje.
-Tobie brakuje, mi wszystko pasuje.
-I to jest właśnie problem. Tobie pasuje, więc moje zdanie nie ważne!
-Nie powiedziałem tak.
-Ale tak brzmi!
I to była nasza szczera, krótka kłótnio-rozmowa od 5 miesięcy. Patrzyłem jak Norbert wychodzi z gabinetu, w którym jeszcze siedziała czarnoskóra kobieta. Wiedziałem, że nie wywarliśmy na niej dobrego wrażenia, ale mimo wszystko, kiedy już wychodziłem, powiedziała.:
-Niech pan się nie martwi, będzie gotowy pewnego dnia na dziecko, a wtedy, na pewno dziewczyna lub chłopiec, pojawi się w domu. Doradzam tą firmę surogatek, mają różne badania, wszystko jest prywatnie, po cichu, często pary seksualne decydują się na to.
Wręczyła mi jedną wizytówkę tej firmy z zastępczymi matkami, które urodzą nam dziecko. Podziękowałem i wyszedłem z biura kobiety.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Adele Diana Gomez - ja, przyszła stara panna, która spotkała Nieznajomego.

Chyba nie zdziwicie się jak wam powiem, że randka nie wyszła. To była absolutna klapa. Chłopak niby idealny, a jednak ma wady. Drzwi od samochodu otworzył, krzesło odsunął dla mnie, nawet pozwolił mi zamówić, jednocześnie polecając mi różne dania. Był cudownie zbudowanym brunetem, którego uśmiech był niesamowitym czymś. Pracował jako policjant, tak jak moja matka. Wada? Był zbyt idealny. Nienawidzę takich facetów. Byłam zaskoczona, że moja matka, nie umówiła się z nim, tylko mnie chciała z nim wyswatać. Nie jestem moją matką, nie chcę ideału, chce prawdziwego mężczyzny.
Dlaczego kobiety poszukują ideału? Są znudzone zwyczajnymi mężczyznami, rozumiem. Ale czy najważniejszy jest dobry wygląd, akcent, praca czy poczucie humoru? Oczywiście, ważny jest jego charakter, wygląd, ale dlaczego jest tak pilnie poszukiwany "ten" ideał? Mam nadzieję, że kiedyś to kobietom zbrzydnie. Bo nieładnie jest wymagać tak dużo od partnera, kiedy nie daje się nic w zamian.
Pisała Adele Diana Gomez.

Po incydencie z szefem, Marcusem, szybko plotki się rozniosły o mojej odwadze i umiejętności pisania. Miałam mnóstwo zgłoszeń o pracę. Pismaki tłukły się o mnie, co mi schlebiało. Zdecydowałam się pisać felietony w innej gazecie z wiadomościami o tym co się dzieje na świecie, w Wielkiej Brytanii i w Wolverhampton i w Londynie. Praca w domu, zawsze chciałam spróbować pracy tym sposobem. Moja szansa, aby zabłysnąć, była wielka, więc starałam się ją wykorzystać poprawnie.
Wysłałam maila mojemu pracodawcy. Byłam zadowolona z samej siebie. Mimo to, że kolejna moja randka nie wyszła, uznałam, że nie ma co się przejmować, przynajmniej teraz będę mogła się skupić na mojej książce. Mam zamiar napisać książkę o miłości, o wielogatunkowej miłości. Mam zamiar udowodnić, że nie istnieje miłość tylko heteroseksualna i rodzicielska. Mam zamiar udowodnić, że miłość jest wszędzie i dotyczy każdego człowieka.
Odkąd pamiętam, nigdy nie wyśmiewałam ludzkich poglądów na świat, często się sprzeczałam z nimi, ale nie narzucałam własnej woli komuś. Nienawidzę kiedy ktoś kogoś wyśmiewa, ponieważ ta osoba inaczej postrzega świat. To denerwujące, wysłuchiwać jak ktoś nie akceptuje innego człowieka, ponieważ się wydaje inny. Prędzej zrozumiem mordercę niżbym miała zrozumieć człowieka, który się tak zachowuje.
Podniosłam się z krzesła. Wyciągnęłam się w górę i westchnęłam kiedy powróciłam do mojej normalnej, wyprostowanej pozy.
Byłam niewyspana. Całą noc przesiedziałam i oglądałam filmy, nie mogłam zasnąć. Nie mogłam oderwać myśli od mojej rodzicielki. Nie byłam pewna czy chce mnie w domu. Kiedy ja wyszłam na randkę, ona poszła na swoją. Czułam, że chciała mnie umówić z kimś, aby nie czuć się winną, że zostawia mnie samą. To ja się czułam winna. W końcu żadna córka nie chce, aby jej matka była w takim dziwnym nastroju.
Była już 5, a moje oczy się nie zamykały, to nie był pierwszy raz, kiedy nie mogłam zasnąć. Miałam ogromną ochotę wyjść z domu, przejść się na spacer.
Ubrałam się w dresy, uznałam, że mogę chwilę pobiegać przy okazji. Włosy związałam w kitkę. Wyszłam z domu, zamykając drzwi. Wsiadłam w samochód i ruszyłam do parku za miastem. Jechałam około 17 minut. Zaparkowałam na parkingu i wysiadłam z auta. Nie szłam nawet 6 minut, a park się zaczął. Pomarańcz i brąz, który otaczał mnie, pasował do mojej chęci wyciszenia się. Miałam naprawdę żałosny humor. A jednak park za Wolverhampton, poprawiał mi humor.
Zrobiłam sześć skłonów, następnie się wyciągnęłam w górę. Poprawiłam wiązadła w butach. Włączyłam muzykę w telefonie i założyłam słuchawki na uszy. I ruszyłam. Biegłam truchtem, spokojnie oddychałam. Nie mijało mnie wielu ludzi, może 2 w ciągu 30 minut. Jakby nie było, słońce ledwo wstało. Tak zatopiłam się w muzyce, którą tworzy zespół The Fray, że nawet nie zauważyłam go. On też był czymś zamyślony, bo jego oczy były aż zamglone kiedy się zderzyliśmy brzuchami. Moje słuchawki aż mi się zesunęły z głowy. Podniosłam je z ziemi i wyprostowałam się. Młody mężczyzna, na oko młodszy ode mnie o około 6 lat, patrzył na mnie nadal w szoku.
-Przepraszam..
-Przepraszam..
Powiedzieliśmy to w tym samym czasie. Uśmiechnęłam się do niego, a on przejechał po głowie, która była obcięta na zapałkę. Wyglądał mi na kogoś kogo znam, ale nie byłam pewna skąd go kojarzę. Wydawał mi się, że sie zmieszał.
-Nic się nie stało. - Odparłam.
-Cieszę się. - Oznajmił bezbarwnym głosem.
Chciał już odjeść kiedy zapytałam.:
-O czym myślałeś? - Miałam po matce moją ciekawość.
Stanął w miejscu i obrócił się do mnie.
Już jako dziecko gadałam bez ustania. Miałam często słowotoki, nadal czasem mam, nawet jak się nie denerwuję. Po prostu gadam i gadam. Lubię wiedzieć więcej, to wada jak i zaleta.
-Jak nie chcesz to nie mów. - Uprzedziłam.
Spojrzał na mnie nerwowo i przygryzł wargę.
-Nie chcę ci narzucać moich problemów. - Wydawał się być zamknięty w sobie.
Byłam pewna, że nie powie mi co się dzieje w jego głowie.
-Jesteś młody. W twoim życiu nie może dziać się więcej niż w moim. - Zaśmiałam się, a on tylko zabawnie wywrócił oczami.
-Uwierz, dzieje się więcej. - Szepnął do siebie. - Nie kojarzysz mnie? - Wydawał się być zaskoczony i zdenerwowany jednocześnie.
-Wydaje mi sie, że znam cię, z widzenia, ale nie mogę sobie przypomnieć skąd.
Tym razem to on się uśmiechnął. Jego nerwy zniknęły, a pojawiła się ekscytacja.
-To chyba będzie dobry dzień. - Odparł zadowolony. - Jestem Liam. - wystawił rękę do mnie.
-Adele. - Uścisnęliśmy dłonie.
-Może usiądziemy? - Pokazał na ławkę obok.
Usiedliśmy.
-To co, powiesz mi nad czym tak rozmyślałeś? - Zapytałam dociekliwie.
-Mam problemy, jak każdy inny. Rzecz w tym, że nie mogę spotykać sie z moją dziewczyną kiedy jestem na różnych wyjazdach, po prostu mam zakaz.  Nie mogę nawet jej zabierać ze sobą. - Widziałam, że go to boli.
-To niesprawiedliwe. - Przyznałam. - A nie możesz złamać reguł? - Zapytałam, a on pokręcił głową.
-Nie. Istnieje ryzyko, że inni ucierpią, niewinni, którzy nic nie mają przeciwko nam, kiedy jesteśmy razem. - Mówił zmienionym głosem.
Zaśmialiśmy się.
-Nie wiem co ci poradzić.
-Zerwaliśmy. Już miesiąc. Na początku myśleliśmy, że ci co zakazali nam przebywać razem, zrozumieją nasz bunt i pozwolą nam się spotykać, ale nie. A kiedy chcieliśmy znów być razem, nawet tego nie mogę.
Bolało go to wszystko. Wiedziałam, że bał się iż wyśmieję jego problemy, ale mimo wszystko, otworzył się, co mnie cieszyło.
-Ale.. - Podniósł na mnie wzrok. - Kto wam zakazuje? Przecież to nienormalne.
Chłopak wstał z ławki i odchrząknął.
-Wiem. Ja już biegnę. Jestem umówiony. Cześć. Miło było. - Rzucił mi niespokojny, słaby uśmiech i pobiegł w moje lewo.
Westchnęłam ciężko. A jednak myliłam się. Ma problemy, powiedzmy, że są na pewnym poziomie.
Podniosłam się na nogi i założyłam słuchawki, w których cały czas grała muzyka. Ruszyłam w prawą stronę. Nie mogłam myśleć, tylko, że teraz miałam na głowie jeszcze jedną ciekawostkę. Tego Nieznajomego.

piątek, 9 sierpnia 2013

Claudia Gomez - moja matka, doświadczona rozwódka poszukująca miłości.

Rok 1992 Maj 19 

Czułam powiew wiatru, który delikatnie pieścił moją skórę na twarzy, odsłoniętych ramionach i nogach, na których miałam krótkie szorty. Siedziałam na głazie, nad morzem. Na plaży byli najbliższe mi osoby.
Moje oczy zaczęły się szklić na widok Mika, który był znakomitym ojcem dla mojej córki, Adele. Bawił się z nią w ganianego, śmiali się donośnie. Był jej 2 ojczymem, a moim najlepszym przyjacielem a zarazem mężem. Miałam poczucie winy kiedy wiedziałam, że nam nie wyjdzie i rozwód się pojawi już niedługo, z mojej strony.
Nie układało mi się w związku z nim. Nie byłam stworzona do długich związków, mimo, że tak pragnęłam kochać na dłuższą metę. Może i nie powinnam brać ślubów, ale uwielbiam mieć na sobie białe suknie ślubne, oraz to uczucie, że mogę właśnie wygrać i zostanę na zawsze mężatką. Jednakże, zawsze przegrywałam.
Nawet z ojcem Adele tak było, z Adamem. Zaszłam w ciążę z nim w wieku 16 lat, zawarliśmy związek małżeński w wieku 17 lat, dzięki zgodzie prawnej naszych rodziców. Był niemal idealny. Przystojny, przyszły prawnik, przyjacielski, uczciwy i inteligentny. Ale miał jedną, ogromną wadę - zdradzał, co było dla mnie nie do przyjęcia. Jednak zanim nastał rozwód, zostałam wdową w wieku 19 lat, miał wypadek samochodowy. Dwa lata później, wyszłam ponownie za mąż. Rozwód po roku. I znowu małżeństwo.
Mam ogromne doświadczenie, ale moje uczucia z roku na rok są coraz bardziej poranione. Sama zadaję sobie krzywdy emocjonalne, doszukuję się wad u innych. To moja wina, że pragnę ideału. Jestem głupią romantyczką, a jednak rozwodzę się.
Patrzyłam na moją piękną małą szatynkę.
Jest śliczna. Lepsza wersja mnie. Może ona trafi na dobrego mężczyznę.

Rok 2013 Kwiecień 20

-Żartujesz sobie?! - Byłam szokowana tym co przed chwilą usłyszałam.
-Mamo. Myślę, że te cztery lata, które spędziłam w tej firmie wystarczą. Nie mam zamiaru być do końca mojego życia popychadłem. - Mówiła, a ja nie dowierzałam.
-Masz przeprosić Marcusa i starać się. - Rozkazałam jej.
-Nie mam takiego zamiaru. - Odpowiedziała i wzięła swoje walizki za rączki, następnie poszła po schodach na górę, do swojego pokoju.
Czułam jak moje ciśnienie się podnosi. Byłam wściekła i zadowolona jednocześnie. Moja Adele pokazała pazurki, szkoda, że pracodawcy. Riposta nie była za bardzo błyskotliwa, ale ujdzie.
Musiała się wprowadzić akurat teraz? Kiedy mam dziś randkę z Danielem? Boże.. Znowu pojawią się głupie pytania: jesteś pewna, że chcesz mieć kolejnego faceta; myślisz, że wam wyjdzie; jesteś gotowa na związek. Kocham ją, ale mam jej dość czasem. Nie rozumiem jak ktoś, kto nigdy się nie zakochał, może oceniać mój związek. 
Westchnęłam poddając się. Z nią to jak z dzieckiem. Może nadal jest dzieciakiem, które nie potrafi same sobie pomóc i trzeba podsuwać różne rzeczy, osoby, sytuacje..
A może by tak.. Umówić ją, z któryś moich młodych znajomych? Tak, już chyba czas. Niedługo jej zegar biologiczny zacznie tykać.
Bez dalszych myśli, chwyciłam za telefon.
-Adrian? Tak wiem, że jesteś zajęty. Ale mam dla ciebie propozycję. Chciałbyś się umówić z moją córką? Tak? Och, to dobrze. Jest wolna w ten piątek. O siódmej podjedź pod mój dom. To do zobaczenia jutro.
Byłam zachwycona z samej siebie. Już nie mogłam się doczekać, aż Adele zacznie chodzić na randki.

środa, 7 sierpnia 2013

Prolog.

Jeżeli miłość istnieje, to musi być jej wiele rodzai.
Nie wierzę, że są tylko dwa typy miłości, kobieta + mężczyzna oraz rodzice ( kobieta i mężczyzna) + dzieci.
To niemożliwe, żeby w tych czasach mieć problem z ludźmi, którzy kochają, tak samo, ale inne osoby.
Ja wierzę, że dwie kobiety czy dwoje mężczyzn mogą kochać siebie nawzajem, nawet mocniej niż kobieta i mężczyzna siebie. 
Uważam, że homoseksualne pary mogą stworzyć równie dobry dom dla dzieci, jak i heteroseksualne. 
Nie potrafię wyobrazić sobie domu transseksualnych, ale pewnie i ich dom byłby dobry dla dzieci.
Uważam, że nawet samotna matka czy, samotny ojciec poradziliby sobie w roli dobrego rodzica.
Uważam, że jest jedna zasada, wystarczy chcieć dzieci, mieć środki, aby je wychować poprawnie i uczucia, które zapewnią im wieczne bezpieczeństwo jak i miłość, która jest naprawdę potrzebna.
Pisała Adele Diana Gomez.

-Co to ma być?! - Wydarł się na mnie mój szef, Marcus Lake, który ma syndrom "nic co robisz nie jest wystarczające".
Stał nad moim biurkiem i trzymał w ręce mój monolog, który napisałam do biało-czarnej gazety.
-No co? - Podniosłam się z krzesła i wyprostowałam się. - Kazałeś mi napisać coś co może zainteresować kupców. Napisałam. Poza tym, to co napisałam, jest ważne.
Jego wzrok mógłby zabijać.
-Miałaś napisać coś zabawnego, jakiś długi żart, czy coś w tym stylu. Nie miałaś opisywać chorej miłości dziwaków! - Był wściekły.
Zaśmiałam się. W około nas zebrali się moi współpracownicy, też nie lubili Marcusa.
-Z czego się śmiejesz?!
-Z ciebie. Masz czerwoną twarz, wreszcie wyglądasz na kogoś kim jesteś.
-Czyli niby kim?!
-Burakiem Marcus, jesteś pierdolonym burakiem. - Odparłam.
I tak oto zostałam bez pracy, bez faceta, dziecka i zamieszkałam w jednym domu z rozwódką matką, w wieku 27 lat.