-Nienawidzę kiedy palisz. - Skomentowałem Michael'a, który odpalał kolejnego papierosa. - Który do dziś, piąty?! Jest dopiero 10 rano. - Byłem zdenerwowany.
-Daj spokój. Też się denerwuję. - Odparł niedbale.
-Mi się jakoś wydaje, że nie obchodzi cię to. Mam naprawdę zły humor. Przestań palić! - Rozkazałem mu.
Patrzył na mnie spod byka. Był wściekły. Norbert wyjął niedopalonego papierosa z ust, rzucił go na chodnik i zadeptał butem.
-Zadowolony?
-Owszem.
Ale nie byłem zadowolony. Byłem nadal zły. Miałem okropne przeczucia, że nie powiedzie nam się i tym razem.
Kiedy złe emocje z nas zeszły, odezwałem się.:
-Przepraszam.
-Nie gniewam się. - Spojrzał na mnie. - Rozumiem cię, też się denerwuję. Pragnę małego Cook'a tak samo jak i ty. - Posłał mi uśmiech, który zawsze poprawiał mi humor, było tak i tym razem.
Odwzajemniłem ciepły uśmiech.
-Po prostu, tak dużo razy nam odmawiali, raz prawie doszło do adopcji, kiedy nagle dziewczyna się rozmyśliła.. - Położył mi dłoń na ramieniu, a mężczyzna i kobieta przechodzący obok nas, skrzywili się na ten widok.
-Nie martw się, jakoś to będzie. Na pewno, za którymś razem nam się uda. - Zapewnił.
Spojrzałem mu w oczy. Starałem się uwierzyć w jego słowa, ale nie potrafiłem. Cały czas miałem złe przeczucia.
* Godzina później *
-Niestety.. - Zaczęła spokojnie kobieta o czarnej karnacji siedząca za biurkiem. -Opieka nie zgadza się na przyznanie wam dziecka. Adopcja się nie odbędzie. Doradzam polepszyć warunki domowe i spróbować za kolejne pół roku. - Widziałem w jej oczach litość, której tak nienawidziłem.
-Wiedziałem. - Wstałem przygnębiony z krzesła. -Czułem, że tak będzie, że nie przyznają nam Katie. To okropne!
Czułem jak w moich oczach stanęły łzy, chciałem płakać jak małe dziecko, tak samo żałośnie, głośno i długo.
Norbert siedział nieruchomo na plastikowym krześle.
-Zareaguj jakoś! - Wrzasnąłem smutno.
Obrócił głowę i spojrzał na mnie starając się ukryć emocje.
-Może to i lepiej?
-Żartujesz?!
-Nie. Po prostu nie czuję jakby dziecko to byłby dobry pomysł.
-Nie rozumiesz. - Odparłem. - Ja potrzebuję dziecka, czuję, że w naszym związku czegoś brakuje.
-Tobie brakuje, mi wszystko pasuje.
-I to jest właśnie problem. Tobie pasuje, więc moje zdanie nie ważne!
-Nie powiedziałem tak.
-Ale tak brzmi!
I to była nasza szczera, krótka kłótnio-rozmowa od 5 miesięcy. Patrzyłem jak Norbert wychodzi z gabinetu, w którym jeszcze siedziała czarnoskóra kobieta. Wiedziałem, że nie wywarliśmy na niej dobrego wrażenia, ale mimo wszystko, kiedy już wychodziłem, powiedziała.:
-Niech pan się nie martwi, będzie gotowy pewnego dnia na dziecko, a wtedy, na pewno dziewczyna lub chłopiec, pojawi się w domu. Doradzam tą firmę surogatek, mają różne badania, wszystko jest prywatnie, po cichu, często pary seksualne decydują się na to.
Wręczyła mi jedną wizytówkę tej firmy z zastępczymi matkami, które urodzą nam dziecko. Podziękowałem i wyszedłem z biura kobiety.
-Daj spokój. Też się denerwuję. - Odparł niedbale.
-Mi się jakoś wydaje, że nie obchodzi cię to. Mam naprawdę zły humor. Przestań palić! - Rozkazałem mu.
Patrzył na mnie spod byka. Był wściekły. Norbert wyjął niedopalonego papierosa z ust, rzucił go na chodnik i zadeptał butem.
-Zadowolony?
-Owszem.
Ale nie byłem zadowolony. Byłem nadal zły. Miałem okropne przeczucia, że nie powiedzie nam się i tym razem.
Kiedy złe emocje z nas zeszły, odezwałem się.:
-Przepraszam.
-Nie gniewam się. - Spojrzał na mnie. - Rozumiem cię, też się denerwuję. Pragnę małego Cook'a tak samo jak i ty. - Posłał mi uśmiech, który zawsze poprawiał mi humor, było tak i tym razem.
Odwzajemniłem ciepły uśmiech.
-Po prostu, tak dużo razy nam odmawiali, raz prawie doszło do adopcji, kiedy nagle dziewczyna się rozmyśliła.. - Położył mi dłoń na ramieniu, a mężczyzna i kobieta przechodzący obok nas, skrzywili się na ten widok.-Nie martw się, jakoś to będzie. Na pewno, za którymś razem nam się uda. - Zapewnił.
Spojrzałem mu w oczy. Starałem się uwierzyć w jego słowa, ale nie potrafiłem. Cały czas miałem złe przeczucia.
* Godzina później *
-Niestety.. - Zaczęła spokojnie kobieta o czarnej karnacji siedząca za biurkiem. -Opieka nie zgadza się na przyznanie wam dziecka. Adopcja się nie odbędzie. Doradzam polepszyć warunki domowe i spróbować za kolejne pół roku. - Widziałem w jej oczach litość, której tak nienawidziłem.
-Wiedziałem. - Wstałem przygnębiony z krzesła. -Czułem, że tak będzie, że nie przyznają nam Katie. To okropne!
Czułem jak w moich oczach stanęły łzy, chciałem płakać jak małe dziecko, tak samo żałośnie, głośno i długo.
Norbert siedział nieruchomo na plastikowym krześle.
-Zareaguj jakoś! - Wrzasnąłem smutno.
Obrócił głowę i spojrzał na mnie starając się ukryć emocje.
-Może to i lepiej?
-Żartujesz?!
-Nie. Po prostu nie czuję jakby dziecko to byłby dobry pomysł.
-Nie rozumiesz. - Odparłem. - Ja potrzebuję dziecka, czuję, że w naszym związku czegoś brakuje.
-Tobie brakuje, mi wszystko pasuje.
-I to jest właśnie problem. Tobie pasuje, więc moje zdanie nie ważne!
-Nie powiedziałem tak.
-Ale tak brzmi!
I to była nasza szczera, krótka kłótnio-rozmowa od 5 miesięcy. Patrzyłem jak Norbert wychodzi z gabinetu, w którym jeszcze siedziała czarnoskóra kobieta. Wiedziałem, że nie wywarliśmy na niej dobrego wrażenia, ale mimo wszystko, kiedy już wychodziłem, powiedziała.:
-Niech pan się nie martwi, będzie gotowy pewnego dnia na dziecko, a wtedy, na pewno dziewczyna lub chłopiec, pojawi się w domu. Doradzam tą firmę surogatek, mają różne badania, wszystko jest prywatnie, po cichu, często pary seksualne decydują się na to.
Wręczyła mi jedną wizytówkę tej firmy z zastępczymi matkami, które urodzą nam dziecko. Podziękowałem i wyszedłem z biura kobiety.
Wow. intrygujący temat. ;o
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że uda mi się poprowadzić go należycie. :-)
Usuń